Nie powstrzymałem się, w końcu tak się musiało stać :). Post powstał, ponieważ powoli tracę resztki włosów. I mam nadzieję, że jakiś hotelarz odczyta post i zastanowi się. Oczywiście sytuacja, którą opisuje nie dotyczy sieci hotelowych - tych nie znam i nie obsługuję. Ponieważ z przyczyn czysto zawodowych często odwiedzam hotele - naszych klientów, obserwuję zmiany infrastruktury informatycznej. Często też dostarczamy sprzęt komputerowy i sieciowy do hoteli. Brzmi to dobrze i sugeruje, że na poziomie sprzętowym hotele się rozwijają... Nic bardziej mylnego!
Jedyny nowy i przynajmniej średniej jakości sprzęt jaki dostarczamy do hoteli to rzutniki... Wymóg gości i wynik zmieniającego się świata. Tyle. Cała reszta hotelowego świata wydaje się technicznie cofać. Dziwnie brzmi? Też tak sądzę. Najczęściej hotele kupują poleasingowy sprzęt (komputery, monitory drukarki) w jak najniższej cenie. Z jednej strony wydaje się, że to rozsądne często podejście, ale jeśli w całym hotelu nie ma (oprócz zarządu) komputera w wieku poniżej 7-8 lat to... zaczynam się niepokoić. Bo nawet używany sprzęt może być OK, wydajny i pomagać w pracy. Natomiast nasi klienci wybierają nie najrozsądniejszy sprzęt, ale najtańszy.
OK, skłamałem. Mamy jednego bardzo specyficznego klienta.... Kupuje tylko najtańsze laptopy w sieciówkach.... Nowe. Niestety to też nie jest rozwiązanie :) W hotelu nie ma ani jednego komputera stacjonarnego, wszyscy, łącznie z kucharzem mają laptopy. Czemu? Nie wiem, nie rozumiem. Wydajność i jakość (mechaniczna) takiego sprzętu jest mizerna. Dlatego też wciąż walczą z wolnym działaniem, łamiącymi się zawiasami, padającymi klawiaturami. Kończy się na nowym laptopie. Mają wsparcie techniczne "dochodzące" - informatyk z dużej firmy obok. Zarząd ma zaufanie, bo... w końcu informatyk z dużej korporacji. Zna się.
Moją osobistą czarę goryczy przelała ostatnia dyskusja z P. prokurent... Ponieważ oprócz oprogramowania i konfiguracji sieci często świadczymy proste usługi techniczne, dostaliśmy polecenie instalacji świeżo zakupionego sprzętu u szefa kuchni. Bez mrugnięcia okiem przyjeliśmy zlecenie i ponieważ kolega właśnie był w hotelu następnego dnia, przy okazji miał zainstalować i podłączyć do sieci komputer. Zaalarmował mnie telefon, że jest problem. Okazało się, że komputer to urządzenie otrzymane z firmy "matki", spółki posiadającej hotel. Firma pozbywała się starego sprzętu. Część pracownicy mogli sobie wykupić. to co zostało, trafiło do hotelu. Okazało się, że komputer, który wzbudził kontrowersję to kilkunastoletni z sprzęt z procesorem celeron i 512MB RAM. System, który mieliśmy zainstalować to windows 98. Mój telefon dziś jest wielokrotnie wydajniejszy. Na nic zdały się tłumaczenia dot. wydajności czy bezpieczeństwa takiego sprzętu. W końcu windows 98 to... system, który ma już 20 lat. P. prokurent wytłumaczyła mi, że kucharz nie ma używać żadnego windowsa, czy przeglądarek. Ma tylko korzystać z programu hotelowego, mieć dostęp do poczty (outlook) oraz przepisów w internecie. Nie możemy też zainstalować żadnego linuksa ani innych zbędnych programów. Odmówiliśmy realizacji. Straciliśmy klienta. Szkoda :( Nie wiemy, czy udało się komuś... Problemem nie był na pewno brak pieniędzy. Ten sam hotel od lat płaci za utrzymanie najdroższego na rynku programu hotelowego, w historycznej już wersji. Zresztą, nie wiem, czemu... Do programu w tej wersji na pewno nie ma już aktualizacji, myślę, że ludzie, którzy tworzyli tą wersję są na emeryturze, gdzieś w USA. Ale hotel płaci.... pieniądze, które pozwoliłyby na wymianę przynajmniej jednego komputera miesięcznie na używany (lub zakup nowego, wydajnego, co kwartał).
W większości hoteli wciąż króluje windows xp (wsparcie zakonczono 8 kwietnia 2014). Komputery, które widzę, na pewno nie ułatwiają pracy w hotelu. Są raczej obciążeniem i źródłem stresu dla pracowników. Często zresztą świadomość samych pracowników jest słaba, więc nawet nie zauważają problemu, skoro ledwo potrafią obsłużyć przeglądarkę internetową. Mój ulubieniec, to komputer w restauracji jednego z hoteli - z windowsem 2000. Pracuje tam program restauracyjny w wersji na szczęście też prehistorycznej. Więc działa. Natomiast problem jest z tym, że komputera nie wolno podobno wyłączać. Bo się może nie uruchomić jak twierdzą w hotelu. Dlatego ma własny ups, ze zdechłą już baterią :) Na szczęście braki prądu nie są tam częste.
O sieciach i internecie napiszę innym razem :) Jest też zabawnie, choć strasznie jednocześnie. Moim osobistym hitem są wzmacniacze sygnału wifi z lidla. Włączone, bez żadnej konfiguracji.
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego pieniądze w hotelach przeznaczone na informatykę wyrzucane są tak irracjonalnie? Wciąż nie mogę zrozumieć. Można przecież często zmniejszyć nawet wydatki podnosząc wydajność i komfort pracy. Jest to jasne w sytuacji problemów finansowych. Wtedy ratujemy się jak możemy. Ale najczęściej to nie jest ten przypadek.
Przyczyny widzę :
- Brak świadomości kadry zarządzającej.
- Wiara w lokalne firmy komputerowe i ich doradztwo
- Oszczędności wynikające z niezrozumienia problemu
Często są to ludzie starsi, ich wiedza dot. informatyki jest znikoma. Wystarczy posiadanie komputera. A często dodatkowo nie tylko komputer jest ważny, ale też oprogramowanie i umiejętności użytkowników. Dopiero posiadanie sprzętu + oprogramowania + umiejętności daje wymierny zysk. Brak któregokolwiek to brak zysku.
Ja nie posiadam takiej wiary. Co więcej, uważam, że 90% lokalnych firm komputerowych nie posiada wiedzy informatycznej na poziomie wyższym niż gimnazjalny. Jeśli wśród pracowników takich firm znajdzie się prawdziwy administrator czy programista lub telekomunikant to raczej przypadek niż standard. Nie znaczy to, że oszukują oni klientów. Skąd. Raczej po prostu ich wiedza pochodzi z kolorowych gazet i wieloletniego doświadczenia. Z pewnością potrafią lepiej niż ja naprawić drukarkę, wiedzą więcej o najnowszych kartach graficznych, o których ja nawet nie słyszałem. Ale nie rozumieją jak to działa głębiej. Na pewno nie polegałbym na takich ludziach przy projektowaniu infrastruktury hotelowej. Spełnią się świetnie składając lub naprawiając komputer. I tu jest ich rola.
Tu właśnie sklasyfikowałbym klientów inwestujących w używany sprzęt... słabej jakości. Albo najtańsze laptopy. Zawsze można znaleźć złoty środek, pomiędzy wydajnością a ceną.... Nie warto kupować np. komputerów z procesorem i3, celeron czy atom. Ponieważ ich wydajność jest niska. I zwykle do takiego komputera dołączone są mało wydajne dyski i nisko taktowana pamięc. Wszystko dla niskiej ceny. Zwykle za 100-200zł więcej można dostać komputer z procesorem i5 czy i7, który nie dość, że szybszy, z założenia będzie miał lepsze komponenty. Minimalna lub żadna różnica w cenie a wydajności olbrzymia
Uwaga!!! Haczyki :)
Czasem inwestycje w dobry sprzęt mogą prowadzić do zmniejszenia wydajności. Brzmi to dziwnie, ale pozostaje faktem. Dotyczy to np. hoteli używających starszego oprogramowania - z plikami dbf zamiast baz sql. Czemu? Ponieważ z rozwojem i zmianami windows zmienił sposób obsługi plików, w celu poprawy wydajności. Efekt uboczny to problem z bazami dbf, które nie są rozwijane i nie potrafią korzystać ze zmian. Zamiast tego cierpią na zmniejszenie wydajności z każdym kolejnym połączeniem. Czyli, pierwszy komputer się podłącza i wszystko jest OK. Po podłączeniu drugiego szybkość spada do 30-40%. Przy podłączeniu kolejnych spadek nie jest tak znaczący, ale zawsze jest. Dotyczy to programów np. stare fidelio, gastro... wraz z windows 7,8 ->10 korzystających z SMB2, SMB3. Oczywiście nowe wersje na bazach SQL działają poprawnie.
Takich haczyków jest więcej. Innym jest korzystanie z kosztownych terminali POS, które na pewno rewelacją 10 i 15 i 20 lat temu, ale dziś są głównie narzędziem naciągania nieświadomych klientów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz